Start | Kawały i Dowcipy | Humor obrazkowy | Widomości | Śmieszne Filmiki | Galeria | PPSy | Znaczenia imion | Horoskop | Forum | Księga gości
             
Menu główne
Kawały i Dowcipy
Humor obrazkowy
Widomości specjalne
Śmieszne teksty
Śmieszne Filmiki
Śmieszne PPSy
Galeria (śmieszne)
Znaczenia imion
Horoskop dla Ciebie
Sennik
Blog
Forum
Księga gości
Książka kucharska
Dodatki
Wkręć Swoich Znajomych
W ulubionych
Katalog stron
Partnerzy serwisu
Zamieść życzenia
Gry Flash
Gry Online
Archiwum Nowości
Dodaj do serwisu
Napisz do Nas
Polityka prywatności
Wyszukiwarka
Polecamy

dla kobiet

 
Kanały RSS
Z pamiętnika notorycznego kłamcy Drukuj Email
(0 ocen)
 

Zamieszczony przez Leksy, z 14-04-2009 23:29

Oglądano : 1458    

Ulubione : 28

Opublikowane w : Kawały i Dowcipy, Z pamiętnika

Słowa kluczowe : kłamca, kłamać, kłamanie, oszukiwanie, oszukiwać, pamiętnik, praca, pracowanie


ImagePoniedziałek
Dzień zaczął się wspaniale! Już przy śniadaniu udało mi się okłamać żonę, że nie muszę dziś iść do pracy, bo jest święto naszej Uczelni. A przecież moja Uczelnia obchodziła już święto w poprzednim roku a poza tym ja nie pracuje na żadnej Uczelni. Dostałem za to dodatkową porcję owsianki akonto drugiego śniadania, które zwykle robi mi do pracy.

Na drugie śniadanie zjadłem więc pod nieobecność mej połowicy czwarte danie z obiadu, a gdy Monika wróciła, wmówiłem jej, że zrobił to kot. Nawet nie zauważyła, że nigdy nie mieliśmy kota. Na obiad był kot, ale trochę źle przyprawiony. Gospodyni jak zwykle go przypaliła. Szkoda, że nie mam żony, może gotowałaby lepiej. W telewizji jakiś durny program o lotach na Marsa, to już leciało w zeszłym roku chyba, w każdym razie już przed wyjazdem mojej babci na wakacje na Wenus. Okazuje się, że ta dodatkowa porcja dżemu na śniadanie to nie był dżem, tylko konfitury z muchomorów. Gdybym wiedział wcześniej, to bym się pochorował, a tak, to tylko odbijało mi się do kolacji. Na którą kot podał mi telewizor saute, więc niestety nie obejrzę więcej tej relacji z podboju Saturna.


Wtorek
Byłem w pracy. Niestety, znów cały dzień udawałem, że coś robię. W sumie, lubię udawać, ale ile można? Wytrzymałem tylko do 22, kiedy to powiedziałem szefowi, że noga moja więcej nie postanie w jego firmie! Po czym dumnie wyjechałem na swoim wózku za próg. Od czasu tego wypadku, w którym straciłem obie dolne kończyny nie lubię się poruszać inaczej, jak rowerem. Zbiegłem radośnie po schodach, czując się wolny jak ptak, ale okazało się, że zapomniałem kluczy od windy. Musiałem się wrócić aż na trzecie piętro. Całe szczęście, że okno było otwarte, mogłem spokojnie wlecieć od razu do środka, a nie siedzieć jak głupi na parapecie i stukać dziobem w szybę, jak ostatnio. Niestety, sprzątaczka wytarła już ścierką dane z twardego dysku i sporo czasu zajęło mi ich ponowne wpisywanie. Zwłaszcza, że miałem do dyspozycji tylko wygięty gwóźdź i czepek kąpielowy. Czepkiem jeszcze jakoś szło, ale gwóźdź co chwila rysował powierzchnię dysku i musiałem mazać gumką. Myszką; kupił mi ją szef na ostatnie urodziny, sto pięćdziesiąte trzecie chyba, bo skarżyłem się, że mój komputer jako jedyny nie ma myszki! Oczywiście, nie miałem na myśli MOICH sto pięćdziesiątych trzecich urodzin, ja nie jestem aż tak stary! Ale za rok, na dwieście dwudzieste drugie, poproszę o budkę dla ptaków, żeby myszka miała gdzie spać. Jak mnie mąż z domu wyprosi, będę miała się gdzie schronić na noc, bo kto jak kto, ale mój chomik mnie przecież nie wygoni?


Środa
Dziś cały dzień kopałem dół. Zacząłem od płotu, a skończyłem o piątej po południu. Sąsiad początkowo patrzył na mnie z politowaniem, potem nieufnie, ale gdzieś tak koło 11 też zaczął kopać. Na wszelki wypadek. O 13 kopała już cała nasza ulica. Trochę mieliśmy kłopotów na mijankach, bo się nasze doły często krzyżowały. A to dlatego, że mamy sporo kanalizacji pod asfaltem i nikomu się nie chciało tego tałatajstwa z ziemi wyciągać, tylko wszyscy szli na łatwiznę i obchodzili bokiem. Kilka razy musiałem kopać tunel pod dołem sąsiada, bo nie chciało mi się czekać na zmianę świateł. Tuż przed końcem kopania, koło 18, zasypało koleżankę z domku naprzeciwko, szukaliśmy jej z latarkami do południa. A mówią, że przyjaciela trzeba ze świecą szukać! Ze świecą zeszło by nam do rana! Po wykopkach zasłużony odpoczynek na działce, pieliłem kwiatki na grządce z chwastami, dziwne, że one co roku tam rosną, choć je ciągle wyrywam a ostatnio nawet opryskałem wodą przed prasowaniem! Prasowałem na kant, sąsiadka mówi, że wyglądam bardzo sexy w czapce i szaliku z zaprasowanymi kantami, więc noszę czapkę i szalik nawet w lecie, kiedy z nieba leje się żar i coca-cola.


Piątek
Gdzieś zginął mi cały dzień, to przez ten wieczorny seans kinowy z Olą. Film im się urwał i nie chciałem być gorszy; czego to człowiek nie zrobi, żeby zaimponować kobiecie! Po filmie poszliśmy z Anią na tańce, ale to były jakieś nowomodne wygibasy w stylu retro, a my lubimy tylko staroświeckie kawałki w stylu rap i hip-hop. Zostawiłem Anię i poszedłem przekąsić coś z Karoliną do McDonalda. Niestety, był taki tłok, że nie szło się dopchać do kasy! Nie mówiąc o dopchaniu się do jedzenia. Postanowiłem skorzystać z usługi McDrive i podjechałem swoją hulajnogą pod okienko, ale okazało się, że w piątki obsługują tylko TIR-y a moja hulajnoga nie ma homologacji. Kazałem im się wypchać sianem! Siana akurat nie mieli, więc odjeżdżając patrzyłem z niesmakiem, jak próbują to zrobić styropianem. Nie bardzo im szło, bo łamali za duże kawałki. Humor poprawiła mi Joasia, która czekała już na mnie w swoim buduarze. Spędziłem z nią całą noc, bo obiecałem jej ten remont tapicerki w tapczanie a u mnie słowo droższe od inflacji! W środku nocy obudził nas telefon od Magdy, której też coś miałem obić, ale zapomniałem. Całe szczęście że telefon odebrała Małgosia, ona umie człowiekowi taki kit wcisnąć, że proszę siadać! Na siedząco, choć ziewając, wysłuchałem jej wzruszającej historyjki o bezczelnym kranie i nieszczelnym hydrauliku czy jakoś tak, nie pamiętam, byłem śpiący a w dodatku wzruszony. Wracając do domu całą drogę zachodziłem w głowę, czemu nie mam powodzenia u kobiet. Po drodze do głowy podszedł do mnie pomysł i powiedział, że to przez tą przyszłoroczną powódź, ten brak powodzenia. Wzruszyłem się do łez. To znaczy, że mogę wszystkie swoje niepowodzenia zwalić na karb klęsk żywiołowych?


Czwartek
Jednak się znalazł, podobno był w pralni i zapomniałem go odebrać. Śmieszna sprawa z tym czwartkiem, to najdziwniejszy dzień w moim życiu, co tydzień. Ostatnio w czwartki regularnie oddaje się nowej rozrywce. Nazywa się to IRC i jest bardziej czadowe od corocznych gonitw pcheł pociągowych trzylatków na torze w Rolland-Garros! IRC to skrót od Intensywne Rwanie Chętnych a polega z grubsza na tym, że siedząc przed komputerem można równocześnie podrywać wiele kobiet na raz, nie wydając przy tym ani grosza na wystawne kolacje czy bilety do kina! Po prostu wystarczy zwykły bajer i już są twoje! Jestem w tym dobry, tyle, że mam krótka pamięć więc po pierwsze muszę sobie co dzień wymyślać nową historyjkę, kim to niby nie jestem, a po drugie - zdarza mi się podrywać kilka razy tą samą i to naraz. Ostatnio wymyśliłem sobie, że jestem szanowanym i do tego cholernie przystojnym doktorem fizyki. He he, w razie, gdyby któraś chciała coś sprawdzić, obłożyłem się książkami a na dysku mam zeskanowane zdjęcia z PlayGirl, same ładne chłopaki, czasami mam ochotę zmienić orientację... Czasami mi się nudzi, jak mam naraz "na spławiku" nie więcej niż trzy Chętne, więc sobie poczytam te książki, poprzeglądam i czuje, że niedługo faktycznie zrobię jakiś doktorat. Tylko najpierw musiałbym chyba zdać maturę? Nie wiem, nie znam się na tym, skąd mam się znać, skoro mam za sobą tylko sześć klas podstawówki i kurs przysposobienia obronnego do życia w rodzinie. Który mi się nigdy nie przydał, bo jestem sierotą z pochodzenia. Buu, znowu sobie o tym przypomniałem! Resztę dnia spędzę więc wylewając łzy w maminy podołek i czekając na powrót z pracy moich tatusiów, może któryś kupił mi lizaka. Jak mi żaden z braci nie zabierze, to schowam się wieczorem w łazience z siostrą i spalimy go w tosterze. To nasza ulubiona rozrywka od czasu powrotu babci z emigracji wewnętrznej, znaczy: z przedpokoju. Ale mnie poniosło w dygresje. Z tego wszystkiego zapomniałbym napisać, że mam już niezłą kolekcję zdjęć tych znajomych z IRC! Które to zdjęcia można oglądać na corocznych wystawach hodowców królików, organizowanych co tydzień w sali Muzeum Geologii, piętro drugie, dział skamielin. Zapraszam!


Sobota
Strasznie nudny dzień. Zwykle podpalam wtedy jakąś kamienicę naprzeciwko i mierzę czas strażakom, kiedy przyjadą podpisać listę obecności. Bo zgasić jeszcze nigdy nic nie zdążyli. Jak dorosnę to też zostanę strażakiem. Będę codziennie ratował sąsiadkę z naprzeciwka, wynosząc ją bohatersko z płomieni. Ona zwykle krząta się po domu w samej koszuli i skarpetkach, a często tylko w samym rzemyku z kamykiem na ręce, będzie na co popatrzeć, jak ją wyniosę taką rozgrzaną i rozpaloną z pożaru! A na mnie się będzie dymił hełm, jak nie zapomnę go ubrać, i okulary. Których nigdy nie zdejmuję, chyba, że na noc, a i wtedy wkładam specjalne nocne okulary, żeby lepiej widzieć sny i żeby znaleźć rano te dzienne szkła. Mówię wam, mam taki słaby wzrok, że bez okularów nie znalazłbym okularów! To jak dorosnę. A jak zdziecinnieję to zostanę studentem prawa i administracji, będę mógł wytoczyć proces mojemu kotu za to, że był rudy i przez to wpędzał mnie w kompleksy! Do dziś mam uraz na punkcie rudych i piegowatych, niekoniecznie kotów. Że kot nie był piegowaty? Kto go tam wie, może miał kilka piegów pod futrem, musiałbym go ostrzyc, żeby się o tym przekonać, a na to nie pozwoliłoby mi Towarzystwo Opieki Nad Rudymi I Poszkodowanymi Przez Trzęsienia Ziemi (mieli mało członków, więc się połączyli). Nie zadzieram z organizacjami, nawet z tymi, w których mało kto płaci składki. Ja płacę regularnie, bo nie zadzieram... itd.


Niedziela
Uf, pamiętaj, abyś dzień święty święcił, więc postanowiłem kiedyś sobie, że w niedzielę nie skłamię ani razu! Wstałem grzecznie po dziewiątej, umyłem zęby i uszy, zjadłem lekkie śniadanko. Potem do Kościoła, spacer, obiad, dobry film w telewizji. Trochę pograłem w gry komputerowe, trochę poklepałem w Wordzie jakiś nowy tekst... Zamyśliłem się nad losem ludzkości i niedolą jednostek. Przeprowadziłem staruszkę przez ulicę i wrzuciłem datek żebrakowi w Rynku. Uśmiechałem się do dawnych znajomych, kłaniałem nowym; krzywiłem się ironicznie do starych wrogów, rzucałem złośliwe uwagi pod adresem świeżych. Słowem, dzień jak co dzień. I to było największe kłamstwo w moim życiu. Nie myję zębów, nie mam uszu. Na telewizor mnie nie stać, podobnie jak na wrogów. Przyjaciół też nie mam, no bo kto by się chciał przyjaźnić z takim jak ja, kłamcą? Staruszek unikam jak ognia, los ludzkości guzik mnie obchodzi, a wszyscy i tak mają lepiej niż ja. Żebrakowi ukradłem czapkę, do której zbierał pieniądze. Skłamałem, że skłamałem. Mam swój komputer. I piracką kopie Worda. I czasami coś piszę...




Dodaj do
Google!Yahoo!WykopElefantaGwar.pl!Linkologia.plWpigulce.netSpis.plAXV.pl

Cytuj artykuł na swojej stronie
Dodaj do ulubionych
Powiązane artykuły

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocena użytkowników zarejestrowanych

   (0 głos)

 


Dodaj swój komentarz
Nazwa
 
Komentarz
 
Dozwolone liczba znaków: 600
 
  This image contains a scrambled text, it is using a combination of colors, font size, background, angle in order to disallow computer to automate reading. You will have to reproduce it to post on my homepage
wprowadź kod z obrazka:

   
   

Żaden komentarz nie wystawiony



mXcomment 1.0.8 © 2007-2014 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2014 Aha44 - Kawały i dowcipy - Humor dla Ciebie
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem udostępnianym na warunkach licencji GNU/GPL